Back to home
Rzeczy

Czasy wielkiego powrotu tradycyjnego rzemiosła

50 lat temu każda panna dostawa go w posagu, 20 lat temu wyparły go „koce w pantery”, a przed 10 laty nikt już o nim nie pamiętał… Dzisiaj kilim powraca w nowoczesnej formie. Przeczytajcie jaki pomysł na jego reaktywację mają Wiktoria Podolec i Jadzia Lenart, twórczynie manufaktury Tartaruga.

Gdzie zaczyna się Wasza historia?

Poznałyśmy się na studiach w Łodzi. Na zajęciach, na które chodziłyśmy kładziono nacisk na projektowanie wzorów i tkanin przemysłowych, a nas ciągnęło do rzemiosła. Dlatego podstaw tkania ręcznego uczyłyśmy się same w domu. Z czasem pojawiły się pytania dotyczące techniki – tutaj z wielką pomocą nadeszło kilkoro naszych wykładowców z Politechniki Łódzkiej, którzy poświęcali swój wolny czas, żeby coś nam pokazać. Po setkach, a może nawet tysiącach godzin spędzonych przy krosnach w końcu przyszło nam do głowy, że może fajnie byłoby z tych naszych tkanin rozkręcić jakiś mały biznes. Żadna z nas nie miała ochoty iść „na etat” i pracować pod czyjeś dyktando. Ostatecznym impulsem do założenia działalności był konkurs na rezydencję w Art_Inkubatorze w Łodzi. Ta instytucja oferuje młodym przedsiębiorcom z sektora kreatywnego fantastyczne przestrzenie do pracy wraz z całym koniecznym zapleczem i wsparciem. Wzięłyśmy udział w konkursie, wygrałyśmy i w maju wprowadziłyśmy się do Inkubatora. Odczuły to nasze malutkie mieszkania, które do tego momentu zawalone były krosnami, ramami tkackimi i tonami wełny. Później wszystko potoczyło się samo w zawrotnym tempie. Działamy dopiero 9 miesięcy, a mamy wrażenie jakby to były już co najmniej ze dwa lata.

Skąd fascynacja tradycyjnym rzemiosłem?

To chyba od zawsze w nas było, tylko objawiało się na różne sposoby. Haft ręczny zamiast uczelnianej hafciarki; samodzielny sitodruk, a nie druk cyfrowy. Pomimo fascynacji tkaniną żakardową szybko poczułyśmy, że i w tym zakresie warto wrócić do technik rękodzielniczych. Zaczęłyśmy od kilimów, bo to najprostsza z technik związanych z tkaniną. Wiktoria od razu wiedziała, że kilimy to jest to. Jadzia zahaczyła jeszcze o tkaninę nicielnicową i samodzielne przędzenie, ale szybko wróciła do ramy tkackiej. Praca, której efektem jest realny przedmiot jest niesamowicie satysfakcjonująca. Zdejmując kolejny kilim z krosna szybko zapominamy o kilkudziesięciu godzinach pracy i bolących plecach.


Bardzo cenimy rzemiosło i chętnie się nim otaczamy. W pracowni mamy coraz większą kolekcję pięknej polskiej ceramiki. Wyszukujemy na aukcjach i na śmietnikach starych, świetnej jakości polskich mebli. Zawsze zwracamy uwagę na wykonanie i wykończenie, nie ważne, czy to w przypadku mebli, czy biżuterii. Lubimy rzeczy autentyczne i ponadczasowe.

Z czego jesteście najbardziej dumne?

Świętujemy każdy wyjazd na targi i każdy kolejny kilim, który wysyłamy do nowego domu! Najbardziej chyba jesteśmy dumne z tego, że już w czwartym miesiącu naszej działalności byłyśmy na prestiżowych London Design Fair. Na targi pojechałyśmy z kilkoma innymi łódzkimi markami, by razem promować sektor kreatywny naszego województwa. Dla nas była to okazja, by na jednych z największych europejskich targów designu zaprezentować pierwszą kolekcję kilimów. Przygotowywałyśmy się na ten wyjazd całe lato. To wtedy dowiedziałyśmy się jak sprawnie potrafimy pracować i jak właściwie zorganizować plan dnia w pracowni. Dużym sukcesem był też dla nas wyjazd na zimową edycję targów rzeczy ładnych, gdzie spotkałyśmy się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem, zarówno ze strony organizatorów, jak i odwiedzających. Okazało się, że wiele osób podziela nasz entuzjazm do ręcznie tkanych kilimów, a rozmowy z klientami naprowadziły nas na kilka nowych pomysłów. Jednym z nich jest kolekcja bawełnianych kilimów nad którą właśnie pracujemy.

Kilimy? Znali i doceniali je nasi rodzice, dziadkowie, a współczesny rynek dopiero dorasta do nieseryjnych rzeczy. Jakie problemy ma team, który podjął się takiej działalności?

Może to zabrzmi śmiesznie, ale pewną trudnością jest brak konkurencji! Zdajemy sobie sprawę z tego, że po latach niełaski powrót ręcznie tkanych kilimów do polskich domów może wydawać się dość kontrowersyjnym pomysłem. A brak konkurencji na rodzimym rynku oznacza, że żadna inna firma nie promuje tego typu produktów, nie pokazuje, jak można używać kilimów w nowoczesnych wnętrzach.

Dlatego robimy co w naszej mocy, by przekonać ludzi, że tkaniny, zwłaszcza te ręcznie wykonane nie są passe. Że kilim nie musi oznaczać lekko zatęchłej makatki rodem z wakacyjnych kurortów górskich. Powieszony na ścianie jest przecież świetną (i ponadczasową!) alternatywą dla plakatów czy obrazów, a położony na podłodze sprawia, że wnętrze nabiera charakteru, staje się bardziej oswojone.
Dla nas samych pewną trudnością jest to, że prowadząc własną firmę nie możemy zajmować się tylko tą przyjemniejszą częścią, czyli projektowaniem i realizacją naszych pomysłów. Są jeszcze rachunki, faktury, prowadzenie sklepu i sprawy związane z odpowiadaniem na meile i wysyłką paczek. Wszystko to zajmuje dużo więcej czasu niż byśmy chciały, a każdy nasz dzień w pracy to niestety nie tylko czas spędzony przy krośnie, ale też przed ekranem komputera.

A w przyszłości…?

Na pewno w planach mamy nowe kolekcje i wzory. Nad najnowszą już pracujemy – będą to bawełniane kilimy, które są dużo łatwiejsze w czyszczeniu niż te wełniane. Jest to też odpowiedź na zapotrzebowanie, na produkty wykonane bez wykorzystania włókien pochodzenia zwierzęcego.
Chociaż w Inkubatorze możemy pomieszkać jeszcze ponad rok, to już powoli zaczynamy się zastanawiać gdzie się przeniesiemy. W planach mamy znalezienie większej pracowni, w której zmieściłoby się nam jeszcze co najmniej jedno duże krosno poziome. Marzy nam się też zatrudnienie w Tartarudze kolejnej tkaczki lub tkacza, i może kogoś, kto zająłby się odpowiadaniem na meile i wysyłką – czyli ogólnie powiększenie zespołu.


Planujemy też kolejne miesiące pod względem wyjazdów na targi i warsztaty. Mamy też kilka pomysłów na sesje fotograficzne i współprace z innymi polskimi markami i ilustratorami. Mamy bardzo dużo pomysłów i energii, na pewno będzie się u nas działo!

Pokochaliście ręcznie tkane kilimy? Możecie je kupić w sklepie.
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Polecamy
Polecamy