Back to home
Ludzie

Rzeczy muszą być mądre

Ferruccio Laviani, dyrektor artystyczny marki Kartell, Polskę odwiedził rok temu podczas Mood Concept w Warszawie. To była wyśmienita okazja by porozmawiać z nim o projektowaniu oraz źródle siły włoskiego wzornictwa.

Ferruccio Lavianiego spotkaliśmy podczas targów Mood Concept w ubiegłym roku w Warszawie. Ze sceny ze swadą i poczuciem humoru opowiadał o swoich pracach dla największych marek – od 1991 roku jest dyrektorem artystycznym marki Kartell, ale przez lata współpracował z dziesiątkami innych firm. Przyjazny, otwarty i bardzo kontaktowy – rozmowa z nim to przyjemność obcowania z człowiekiem trzeźwo myślącym o tym, co robi, a zarazem – w pełni zanurzonym w projektowanie.

Siła włoskiego wzornictwa

Laviani reprezentuje to, co we włoskim wzornictwie cenimy najbardziej: przywiązanie do detalu, dbałość zarówno o formę jak i funkcjonalność. Sam sprawnie porusza się między różnymi dziedzinami nauki i sztuki.

Skąd to u nas się bierze? Musiałbym sięgnąć do Renesansu. Zbliża się 500. rocznica śmierci Leonardo da Vinciego. To on pokazał nam jak łączyć te wszystkie sfery. Przez setki lat zresztą, aż do XVIII wieku, nie byliśmy nawet jednym narodem. Podzieleni na wiele państw musieliśmy się nauczyć interakcji z ludźmi, z innymi nacjami. Musieliśmy wytworzyć w sobie umiejętności wymiany wiedzy, doświadczeń i czerpania z tego, co tworzyli sąsiedzi – mówi Laviani.

Nie dziwi więc, że za jego rozwojem stoi też gruntowna edukacja i wizjonerskie podejście do projektowania. Taka podbudowa sprawia, że działa on na wielu polach. W tym roku Laviani skończy 59 lat i były to lata intensywnej twórczości i doskonalenia.


Studiował najpierw w rodzinnej Cremonie rzemiosło drzewne, a potem architekturę oraz design w Mediolanie. Jego talent dojrzewał pod okiem Michele De Lucchi, w którego pracowni najpierw terminował, a potem został jego wspólnikiem. Współpraca trwała 5 lat, aż do 1991 roku, gdy Laviani postanowił otworzyć własne studio.


Jego twórcza droga skupia się na projektowaniu przedmiotów i wnętrz, kierowaniu zespołami oraz pracy nad grafiką. I choć od 1991 roku jest związany z Kartellem, to współpracuje też z innymi markami. Działa z Flos, De Padova, Foscarini, Moroso, Society (Limonta) czy Emmemobili. Jak podkreśla zresztą – siłą włoskich marek jest nie tylko sam biznes, ale czerpanie z tego co lokalne. Opowiada, że po tym jak po II wojnie światowej trzeba było odbudować włoski przemysł, firmy nie zapominały o lokalnych twórcach.

Mieliśmy wielkie tradycje rzemieślnicze w obszarze mebli. Wraz z kolejnymi etapami rozwoju kraju dbaliśmy o nie. Teraz nasz przemysł opiera się na dużych firmach, ale wspierają je drobni rzemieślnicy, fachowcy i artyści w swoim fachu – opowiada.

Sam dodaje: uczenie o projektowaniu we Włoszech jest kluczowe dla budowania dojrzałego podejścia do rzeczy. Sam Laviani wspomina, że odwiedza szkoły, by dzieciom i młodzieży opowiadać o tym, jak się tworzy przedmioty. I nie są to szkoły artystyczne, ale zwykłe jak nasza podstawówka czy liceum.

Wystawa to projektowanie doświadczeń

Włoski projektant nie tylko kieruje rozwojem dużych marek i tworzy przedmioty. Ważne dla niego jest też tez projektowanie prywatnych domów, biur, a także showroomów dla producentów wyposażenia wnętrz czy ze świata mody. Jego talent wykorzystywały Cassina, Dolce & Gabbana, Citroen, Hansgrohe, Marazzi Group, Renault, Zara, Samsung i wiele, wiele innych.


Na Mood Concept obszernie opowiadał o swoich projektach wystaw i ekspozycji na targach czy wydarzeniach poświęconych designowi. Jak podkreśla – dla niego to ważny obszar działalności, miejsce ekspresji i sprawdzania, jak dzieło rezonuje na bieżąco z odbiorcą. Projekty Lavianiego są dopracowane, świetnie wykorzystują potencjał materiałów i unikają taniego efektu – zawsze przede wszystkim bazują na dopracowanej koncepcji.

Wystawa na targach takich jak Salone del Mobile to tak samo ważny aspekt kampanii wizerunkowej marki, jak każda inna forma reklamy. Projektujemy nie tylko to, co gość zobaczy, ale też co poczuje i jak to poczuje. Tworzymy doświadczenie. I od nas zależy czy je zapamięta. Projektowanie wystaw na targach to nie aranżacja przestrzeni. To pokazanie tego, co chcesz powiedzieć zwiedzającym – opowiada

Jeden z ostatnich projektów dla Foscarinni bazował na delikatności tkanin i ulotności doznania. Z kolei dla Frame skonstruował stoisko, które zachwycało iluzją, grą i złudzeniami. Idealne do selfie (przyznaje sam projektant). Laviani stworzył koncepcję, która przypadła by do gustu Davidowi Lynchowi (przyznajemy my).

Prawda jest taka, że jeśli ktoś chce projektu bardziej na serio, a nieprzewrotnego, to pójdzie do kogoś innego, a nie do mnie – konstatuje.

Rzeczy nie mają być zabawne

Ferruccio Laviani jest typem projektanta, który nie boi się kontrowersji, ale jest to prowokacja bardzo subtelna, przemyślana i bazująca na intelektualnej analizie. Nie szokuje dla samego efektu albo zaznaczenia swojej obecności. Co lubią robić niektórzy projektanci.

Złamanie schematów, które proponuje, ma coś wnosić do dyskusji, otwierać nowe rejony. Na pewno jednym ze źródeł takiego podejścia do projektowania jest jego doświadczenie współpracy z legendarną Grupą Memphis. Chociaż akurat tego tematu nie podejmuje w rozmowie z nami zbyt chętnie. “Nie lubię nostalgii” – podkreśla. Ale dodaje, że działania z okresu Memphis miały na celu przełamanie pewnego impasu w projektowaniu, odświeżenie języka.

Ludzie zbyt często rzeczy radosne, zabawne łączą z tym co powstawało w grupie Memphis. To nie było do końca tak. Chodziło o zaprzeczenie pewnemu klasycznemu rozumieniu projektowania mebli, czy tego czym w ogóle jest dobry design. Chodziło o zrobienie rewolucji, bałaganu w tym zadbanym, czystym języku projektowania produktów w tamtym czasie. Celem nie było tworzenie rzeczy wesołych, ale robienie rzeczy mądrych – mówi.

Czy takie są jego projekty? Jego dzieła znajdziemy w portfolio takich marek jak Kartell, Foscarini, Bisazza, Dada – Molteni, Emmemobili, Moroso, UnoPiù, Lema, Poltrona Frau, Fontana Arte, F.lli Boffi, Richard Ginori, Laufen, Citco, Ragno-Marazzi Group, Memphis, Driade, Panasonic czy Pelikan. Lampy Bourgie czy Take dla marki Kartell to nie tylko ikony wzornictwa, ale też bestsellery. Aby taki status osiągnąć nie wystarczy robić zabawnych rzeczy.

Notował: Arkadiusz Kaczanowski
Foto: mat. prasowe marek i pracowni Laviani Studio
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Polecamy
Polecamy