Back to home
Ludzie

Wszystkie kolory Mendiniego

Tym, że wszystko już było, martwili się nawet artyści dawnych epok. To wcale nie pesymistyczne przekonanie stanęło u podstaw metody twórczej Alessandro Mendiniego. Re-design, czyli nadawanie nowych znaczeń kiedyś już zaprojektowanym rzeczom akcentuje rolę dekoracji, która może zupełnie zmienić charakter przedmiotu.

Czy włoskiego postmodernistę trzeba przedstawiać wrocławianom? Choć słynny architekt i projektant nie pojawił się na tegorocznej 10. Nocy z Designem, stolicę Dolnego Śląska odwiedził już wiele razy. Kilka lat temu doktor honoris causa wrocławskiej ASP prezentował swoje prace na wystawie w Muzeum Architektury i Galerii NEON. Wtedy też przedstawił model patchworkowej rzeźby Arlekina, która niedawno stanęła przed Teatrem Capitol.

W poszukiwaniu straconego projektu

Wrocław nie jest pierwszym miastem, w którym Mendini zostawił po sobie oryginalną pamiątkę. Holenderskiemu Groningen zaprojektował część słynnego muzeum sztuki współczesnej z żółtą, prostopadłościenną wieżą. Mieszkańcom Hanoweru zaserwował zaś nietypowy przystanek tramwajowy złożony z dwóch podłużnych pawilonów krytych czarno-żółtą szachownicą i zwieńczonych złotymi stożkami. Czy spod ręki artysty może jeszcze wyjść bryła, która będzie szokować?


Mendini lubił eksperymentować od początków swojej twórczej działalności. Jego złoty okres to lata 70., kiedy stał się jednym z czołowych przedstawicieli designu radykalnego, wychodzącego naprzeciw sterylności i elegancji modernizmu. Który projekt Włocha przypadłby do gustu autorowi „W poszukiwaniu straconego czasu”? Z pewnością ikoniczny już fotel Proust zaprojektowany w 1978. Istniejących, zakorzenionych w naszej świadomości projektów Mendini nie spisuje na straty, ale chce dawać im nowe życie. I tak fotel o typowym, barokowym kształcie pomalował w kolorowe, naniesione blisko siebie plamki. Dzięki zastosowaniu techniki bliskiej puentylizmowi klasyczny mebel stał się interesujący.

Patrz na te arlekiny!

– Każe Vladimir Nabokov w tytule swojej ostatniej ukończonej powieści. Pełna zabaw literackich i nawiązań do poprzednich utworów książka jest pewnym podsumowaniem twórczości pisarza. Podobnie Arlekin reprezentuje wszystko to, co typowe dla sztuki Mendiniego. Połączenie istniejących już elementów w nową całość jest też doskonałą metaforą miasta o skomplikowanej historii, wzniesionego na ruinach, zrodzonego na styku różnych kultur, a jednocześnie pełnego świeżej energii.
Całą tę różnorodność i potencjał miasta Mendini zamknął w jednej bryle spełniającej jego tęsknotę za symbolem i będącej swoistym ukoronowaniem twórczości artysty. Korona wcale jej nie ciąży, zresztą jakiego atrybutu nie uniósłby prawie 10-metrowy kolos ważący ponad 4,5 tony? Mimo poważnych gabarytów Arlecchino zachowuje lekkość, którą zawdzięcza przede wszystkim intensywnym kolorom. Formalnie odnosi się do kubizmu – składają się na niego płaszczyzny w kształcie trójkątów, które tworzą też kostium postaci z włoskiej komedii dell’arte.


Choć jest reprezentacją i symbolem tego, co połączone, Arlekin podzielił wrocławian. Jedni patrzą na niego ze złością przez pryzmat wydanego przez miasto miliona złotych, który można było przeznaczyć na bardziej pożyteczne cele. Inni czują moc wszystkich kolorów Mendiniego i podkreślają wagę oryginalnych obiektów, które tworzą klimat nowoczesnego miasta.
A co o Wrocławiu i jego mieszkańcach myśli sam Arlecchino? Błazeńskie role zwłaszcza w polskiej tradycji bywały podszyte głęboką mądrością albo jeszcze głębszą rozpaczą. Na szczęście pewnie nigdy się nie dowiemy, ile czerni skrywa bajecznie kolorowa fasada niosąca pozytywną energię.

Foto: Biuro prasowe Atelier Mendini.
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Polecamy
Polecamy